kol1.bmp

pas1.bmp

gra1.bmp

muz1.bmp

aut1.bmp

 

 

 

PASTORAŁKI

trunk02a_1.gif

A

B

C

D

E

F

G

H

I

J

K

L

M

N

O

P

R

S

T

U

W

Z

 

A:

 

B:

 

C:

 

D:

Dnia jednego

 

E:

 

F:

 

G:

 

H:

 

I:

 

J:

 

K:

 

L:

 

M:

Mości gospodarzu

My też, pastuszkowie

 

 

N:

 

O:

 

P:

Panie Boże mój

Pójdziemy, bracia

 

 

R:

Raki

 

S:

 

T:

 

U:

 

W:

 

Z:

trunk02a_1.gif

 

A

 

 

B

 

 

C

 

 

 

 

D

 

Dnia jednego

 

Dnia jednego o północy,

Gdym leżał w ciężkiej niemocy -

Nie wiem, czy na jawie, czy mi się śniło,

Że koło mej szopy słońce świeciło!

 

Więc się czem prędzej zerwałem

I na drugich zawołałem:

Na Kubę, na Maćka i na Kaźmierza,

By wstali czem prędzej zmówić pacierza.

 

Nieprędko się podźwignęli,

Bo byli bardzo posnęli,

Alem ich po trosze wziął za czuprynę,

By poszli powitać Bożą Dziecinę,

 

Kaźmierz wprawdzie wszystko słyszał,

Bo na słomie w budzie dyszał,

Ale nam od strachu nie chciał powiedzieć,

Na Maćka wskazywał : „Ten musi wiedzieć!”

 

„Mój Macieju, ty nam powiesz,

Albowiem ty sam wszystko wiesz!”

„Widziałem, widziałem śliczne widzenie,

Słyszałem, słyszałem anielskie pienie,

 

Bo mi sam anioł powiedział,

Gdym na polu w budzie siedział:

„Nie bój się, nie bój się, Maćku-pastuszku!

Jestem ja, jestem ja u Boga służką.

 

Zwiastuję wesołe lata,

Że się nam Zbawiciel świata

Narodził, narodził w Betlejem mieście,

Idźcież Go przywitać, czem prędzej bieżcie!

 

Niech weźmie Szymek fujarę,

A Maciek gołąbków parę,

A Józef będzie stał u drzwi z obuszkiem,

Bo się tam nie zmieści z swym wielkim brzuszkiem!”

 

Porwali się, biegli drogą,

Gdzie widzieli jasność srogą -

W Betlejem miasteczku, gdzie Dziecię było,

Które się dla wszystkich na świat zjawiło.

 

Wbiegliśmy zaraz do szopy,

Uściskaliśmy Mu stopy;

Jam dobył fujary, a Kuba rogu,

Graliśmy wesoło na chwałę Bogu!

 

 

E

 

 

F

 

 

G

 

 

 

H

 

 

I

 

 

J

 

 

K

 

 

L

 

 

M

 

Mości gospodarzu

 

Mości gospodarzu,

Domowy szafarzu,

Nie bądź tak ospały,

Każ nam dać gorzały

Dobrej z alembika,

I jeszcze piernika.

Hej, kolęda, kolęda!

 

Chleba pytlowego

I masła do niego.

Każ stoły nakrywać

I talerze zmywać.

Każ dać obiad hojny,

Boś pan bogobojny.

Hej, kolęda, kolęda!

 

Jendyk do poléwy,

Panie miłościwy!

I to czarne prosię -

Pomieści i to się!

Każ upiec pieczonki -

Weźmiem do kieszonki.

Hej, kolęda, kolęda!

 

Mości gospodarzu,

Domowy szafarzu,

Każ dać butlę wina,

Bo w brzuchu ruina.

Dla większej ofiary

Daj dobrej gorzały.

Hej, kolęda, kolęda!

 

Piwo będziem pili,

Będziem się cieszyli.

Nie czekaj ruiny,

Daj połeć słoniny!

Dla większej ochoty

Daj czerwony złoty!

Hej, kolęda, kolęda!

 

Mościa gospodyni,

Domowa mistrzyni,

Okaż swoją łaskę -

Każ dać masła faskę.

Jeżeliś nie sknera,

Daj i kopę sera.

Hej, kolęda, kolęda!

 

Mościa gospodyni,

Domowa mistrzyni,

Okaż swoją łaskę -

Każ upiec kiełbaskę,

Którą, kiedy zjemy,

To podziękujemy.

Hej, kolęda, kolęda!

 

My też, pastuszkowie

 

My też, pastuszkowie,

Nie tylko królowie

Na wozie, na wozie

Jedziemy z kapelą,

Niech nas rozweselą

Na mrozie, na mrozie.

Graj, mówi Jezus, Bartku, swoje.

Stój, Dziecię, tylko bas nastroję

I smyczek, i smyczek.

 

Bartos ci się troska,

Że nie ma i włoska

Na smyku, na smyku,

A nie myśląc wiele:

Szast ogon kobyle

Do szyku, do szyku.

Jak zarżnie w swoje szałamaje,

Aż Jezus paluszkami łaje:

„Powoli, powoli!”.

 

Wach do swoich basów

Przypiął sześć kiełbasów

Wesoło, wesoło.

Woś na swej oboi

Wielkie figle stroi

Nuż w koło, nuż w koło.

Ru ru ru - Wach na swoim basie,

Dil dil dil - Krążel na kiełbasie.

Ha sa sa, ha sa sa!

 

Fedor legł pijany,

Zadusił w organy

Na brzuszku, na brzuszku.

Wicek z fury kotów

Narobił fagotów

Po włosku, po włosku.

Hu hu hu - to ci koncert włoski

Aż Dziecię bierze się za boczki -

Ha ha ha, ha ha ha!

 

N

 

 

O

 

 

P

 

Panie Boże mój

 

Panie Boże mój,

Jam jest wołek Twój.

Nie umiem nic - tylko orać

I to trzeba na mnie wołać:

Nuuu, nuuu, wołku móóój!

 

Nie gardź mną, wołkiem,

Chudym pachołkiem.

Będę grzać Cię w moim chuchu,

Chocia pustki będą w brzuchu.

Chu-chuuu, chuuu-chu!

 

Nuże, Niebożę,

Osioł pomoże.

Będę jeszcze Pana dźwigał,

Rycząc pocieszny madrygał:

Yi-haaa, yi-haaa!

 

Nuż, wierni słudzy,

Ośle i drudzy.

Przyjmie Pan waszą ochotę,

Hojnie płacąc za robotę.

Cyt, zwierzątka, cyt...

 

Pójdziemy, bracia

 

Pójdziemy, bracia, zaraz z wieczora

Wstąpimy najpierw do tego dwora

I będziem śpiewali wszędzie

O tej wesołej kolędzie.

Hej, hej, kolęda!

 

A nie żałujmy swojej ochoty

Zaśpiewać Panu stojąc przed wroty.

I śpiewajmy wielcy, mali

Żeby nam tu cosik dali.

Hej, hej, kolęda!

 

Stać nie będziemy długo przy chacie,

Bo gospodarze tutaj bogaci.

A że tera dobre czasy,

Nie odmówią nam kiełbasy.

Hej, hej, kolęda!

 

I na życzenie coś dostaniemy,

Jak nic nie dadzą, to odejdziemy

I będziemy rozgłaszali,

Że tu skąpcy - nic nie dali.

 Hej, hej, kolęda!

 

R

 

Raki

 

W tej kolędzie, co dziś będzie, każdy się ucieszy,

A kto ma co podarować,  niechaj prędko śpieszy.

Dać dary bez miary dla Pana małego,

By nabyć po śmierci zbawienia wiecznego.

 

Kuba stary przyniósł dary - masła na talerzu,

Sobek parę gołąbeczków - takich jeszcze w pierzu.

Wziął Tómek gołómbek i jajeczko gęsie,

A Bartek nie miał co dać, stare portki trzęsie.

 

Walek sprawił tłuste raki nierychło z wieczora,

Nałożywszy dwie kobiałki, biegł z nimi przez pola.

Aż tu strach napotkał Walka nieboráka,

Stanęły dwa wilki niedaleko krzáka.

 

On zobaczył one gały, podskoczył wysoko,

 Z wielkim strachem podskoczywszy, wybił sobie oko.

Uciekał przez krzaki, podarł swe chodaki,

A wilcy mu targali z kobieliny raki

 

Bartek wziął kozę za rogi, prowadził do Pana,

Śpiewa sobie, wykrzykuje, danaż moja, dana!

Koza się zbrykała, powróz mu zerwała,

Skoczyła jak dzika, do lasu bieżała.

 

On porwawszy szarawary, biegł za nią przez krzaki,

Koza skacze jak szalona, spłoszyły ją ptaki.

Chwycił ją za ogon i trzyma, co mocy,

A koza fiknęła, wybiła mu oczy.

 

A tak wziął konia za uzdę, nie miał go kto wsadzić,

Wstyd mu było jak jałówkę za sobą prowadzić.

Chciał skoczyć na konia, potłukł sobie nogę,

A wilcy mu zabiegli jak cielęciu drogę.

 

Stach kudłaty, chłop bogaty, wziął czerwony złoty,

Nie chciał się nikomu kłaniać, biegł prędko do szopy.

Uderzył Jurka tak, aż się nań poruszył,

A Jurko go za łeb - kudły mu obruszył.

 

Głupi Błażek nie wziął szelek, mówi: lepiej będzie

Po kolędzie szperki zbierać, gdzie  które nabędzie.

Biegł Błażek bez szelek po śniegu, po grudzie,

Cieszą się, śmieją się, cha, cha, cha, cha, ludzie!

 

 

 

Maciek biegł po śliskim lodzie, wybił sobie zęby,

Chciał z dzbana mleko połykać, leciało mu z gęby.

Biegł prędko i upadł, rozbił z mlekiem dzbanek,

Smucił się, żałował, że miał ten frasunek.

 

Przeto wszyscy oddawajmy temu Panu dary,

Pan to dobry, wszystkim szczodry - przyjmie nas do chwały!

Niech będzie, niech będzie Jezus pochwalony,

Który jest, który jest w żłobie położony!

 

S

 

 

T

 

 

U

 

 

W

 

Z